Wędrówka wokół i wewnątrz łańcucha Annapurny, czyli przygoda życia

Długo nas nie było (za nami ponad 3 tygodnie trekkingu), a więc po kolei:
1. Przełęcz Thorung La (5416 m n.p.m.) zdobyta! Jest to nasz życiowy rekord wysokości, który okupiliśmy potem, krwią (z nosa), najgorszym bezdechem w życiu w przypadku Ani (ja czułem się zdecydowanie gorzej zdobywając Jabal Toubkal w Maroko), ale satysfacja jest ogromna. Samo przejście nie było aż tak trudne jak się spodziewaliśmy (śnieg tylko po kolana), szczególnie biorąc pod uwagę to co wydarzyło się tam kilka tygodni temu oraz fakt, że szlak został ponownie otwarty dopiero na kilka dni przed naszym przejściem.

2. Annapurna Base Camp (4130 m n.p.m.) także osiągnięta. Widok jaki rozciąga się stamtąd na cały łańcuch Annapurny, piękny szczyt Machupuchare w kształcie rybiej płetwy wraz z lodowcami schodzącymi do tego sanktuarium z każdej strony są wprost nie do opisania (pełna galeria już wkrótce).
3. Przejście prawie całej trasy wokół Annpurny (tzw. Annapurna Circuit Trek) oraz do Annapurna Base Camp (tzw. Annapurna Sanctuary Trek) zajęło nam łącznie 23 dni (w tym jeden dzień na dojazd i 2 dni odpoczynku po drodze), co jest zdecydowanie najdłuższą wyprawą w naszej dotychczasowej górskiej karierze. Bez fałszywej skromności trzeba przyznać, że nasza trasa wzbudzała uznanie nawet wśród innych „trekkersów” oraz lokalnych mieszkańców- szczególnie, że z naszymi sporymi plecakami oraz nie korzystając z usług lokalnych przewodników ani tragarzy, byliśmy w zdecydowanej mniejszości na trasie.
4. Trasa wokół Annpurny jest trudniejsza, dłuższa (zajęła nam ok. 14 dni) i mniej uczęszczana niż Annapurna BC, ale zdecydowanie bardziej malownicza i ciekawa. Prowadzi ona przez wiele pięter roślinności: od soczyście zielonej dżungli przeplatanej wodospadami, przez lasy dębowe i iglaste, piętro skalnych i ośnieżonych gór, aż po step i pustynię po przekroczeniu przełęczy Thorung La. Trasa do Annapurna Base Camp jest krótsza, bardziej monotonna (oprócz ostatniego dnia podejścia dominuje dżungla) i dużo bardziej oblegana, ale za to opisywany już wcześniej widok jest spektakularny.
5. Po trekkingu jesteśmy już totalnie zakochani w Nepalu, jego niesamowitej przyrodzie, krajobrazach i niezwykle życzliwych mieszkańcach. Jeśli ktoś zastanawia się nad celem kolejnych wakacji zdecydowanie polecamy z całego serca!
Po jednym dniu regeneracji nad jeziorem w Pokharze jesteśmy znowu w Kathmandu, gdzie składamy podanie o wizy do Indii. W międzyczasie planujemy odwiedzić Bakhtapur oraz Park Narodowy Chitwan, o czym będziemy już pisać na bieżąco

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *