Antypody, czyli kangury, koale i surfing

Antypody, czyli kangury, koale i surfing

W poniedziałek rano zaleciliśmy do Australii, aby odwiedzić Tomka (zwanego przez niektórych również Tedzikiem, od swoich inicjałów), mojego kolegę ze studiów oraz jego żonę Izę. Od tego czasu bez przerwy czujemy się jak Alicja z bajki, która wylądowała po drugiej stronie lustra- przeskok z biednych krajów południowej Azji do jednego z najbogatszych (i jednocześnie najdroższych) krajów był przeogromny. Zaczęło się od małej komedii pomyłek, gdyż byłem przekonany, że Iza z Tomkiem mieszkają w okolicach Brisbane, a okazało się, że w oddalonym o około 70 kilometrów Gold Coast. Tomek za to źle odczytał datę naszego przylotu- myślał, że będziemy we wtorek i mocno się zdziwił, gdy dzień wcześniej napisałem mu, że czekamy przed lotniskiem. Potem już było tylko lepiej.

Czytaj dalej