Full India power!

Full India power!

Długo nas nie było, gdyż niecałe trzy tygodnie temu dołączył do nas od dawna wyczekiwany Marcin, brat Ani (przez przyjaciół i znajomych zwany Cinkiem, więc tak go będziemy odtąd tytułować) i naprawdę wiele się przez ten czasu wydarzyło, program mieliśmy napięty a dostęp do internetu utrudniony. Indie zapewniły nam po raz kolejny (Cinkowi po raz pierwszy) cały wachlarz zarówno pozytywnych jak i skrajnie negatywnych wrażeń: od zachwytu nad kolonialną architekturą Bombaju i niesamowitością starożytnego Hampi, relaksem na plażach na Goa i w Kerali oraz pływaniem wynajętą łodzią po tropikalnych kanałach aż po noc spędzoną na chodniku Bombaju wśród szczurów i bezdomnych, dwudniową przeprawę przez Bangalore (które szczyci się mianem technologicznego serca Indii, a w naszych oczach jest chyba najmniej przyjemnym miastem na subkontynencie) i noc w autobusie, gdy obsługujący go młodzian zapomniał nas obudzić na naszym przystanku i straciliśmy pół dnia na powrót do miejsca docelowego.

Czytaj dalej

Od zachwytu do rozpaczy, czyli indyjski rollercoaster

Od zachwytu do rozpaczy, czyli indyjski rollercoaster

Za nami dopiero 10 dni w Indiach, a już wydarzyło się tyle, że trudno to opisać w jednym krótkim wpisie. Kraj ten w tak krótkim czasie pokazał nam (o czym słyszeliśmy i czytaliśmy już wielokrotnie wcześniej, ale zupełnie co innego słyszeć, a co innego doświadczyć tego na własnej skórze), że tutaj granica pomiędzy bezbrzeżnym zachwytem i dnem rozpaczy jest niezwykle cienka, a te dwa stany mogą dzielić zaledwie godziny. Ale po kolei.

Czytaj dalej

Namaste, India! Żegnaj, Nepalu!

Namaste, India! Żegnaj, Nepalu!

Dziś rano po 28 godzinach w trasie zajechaliśmy nareszcie do Varanasi. Najpierw spędziliśmy 10 godzin w autokarze na granicę, która stanowi nową jakość pod względem rozgardiaszu i chaosu na niej panującego. Potem przez ponad trzy tłukliśmy się lokalnym PKS-em, gdzie jako jedyni obcokrajwcy stanowiiśmy świetny preteks do żartów wśród innych pasażerów. Następnie w środku nocy czekaliśmy kolejne trzy godziny na opóźniony pociąg dzieląc zalatujący moczem peron z setkami Hindusów leżących na ziemi, licznymi szczurami bięgającymi wokoło oraz grupką równie zagubionych i zmęczonych turystów jak my. Na koniec 8 godzin spędziliśmy śpiąc na kuszetkach, przy których te w kolei mongolskiej postrzegane przez nas dotychczas jako najmniej higieniczne awansowały do klasy biznes.

Czytaj dalej