Full India power!

Full India power!

Długo nas nie było, gdyż niecałe trzy tygodnie temu dołączył do nas od dawna wyczekiwany Marcin, brat Ani (przez przyjaciół i znajomych zwany Cinkiem, więc tak go będziemy odtąd tytułować) i naprawdę wiele się przez ten czasu wydarzyło, program mieliśmy napięty a dostęp do internetu utrudniony. Indie zapewniły nam po raz kolejny (Cinkowi po raz pierwszy) cały wachlarz zarówno pozytywnych jak i skrajnie negatywnych wrażeń: od zachwytu nad kolonialną architekturą Bombaju i niesamowitością starożytnego Hampi, relaksem na plażach na Goa i w Kerali oraz pływaniem wynajętą łodzią po tropikalnych kanałach aż po noc spędzoną na chodniku Bombaju wśród szczurów i bezdomnych, dwudniową przeprawę przez Bangalore (które szczyci się mianem technologicznego serca Indii, a w naszych oczach jest chyba najmniej przyjemnym miastem na subkontynencie) i noc w autobusie, gdy obsługujący go młodzian zapomniał nas obudzić na naszym przystanku i straciliśmy pół dnia na powrót do miejsca docelowego.

Czytaj dalej