Nowa Zelandia, czyli w krainie Maorysów, hobbitów i kiwi-nielotów

Nowa Zelandia, czyli w krainie Maorysów, hobbitów i kiwi-nielotów

No i stało się: dotarliśmy na koniec świata! Nowa Zelandia- już sama nazwa kraju działa na wyobraźnię i przywodzi na myśl dziecięce podróże palcem po globusie. Lecz gdy do tego spostrzegasz w komórce, że Auckland jest ostatnim miastem na liście stref czasowych (12 godzin różnicy w stosunku do Polski), a komputerowa mapa nie chce się przesuwać dalej na wschód, musisz wręcz poczuć przyjemny dreszcz ekscytacji!
Zanim jednak tydzień temu wylądowaliśmy w kraju Maorysów, hobbitów i kiwi-nielotów spędziliśmy ostatnie 6 dni w Australii, które były tak naładowane atrakcjami, że chcielibyśmy je chociaż pokrótce opisać.

Czytaj dalej

Antypody, czyli kangury, koale i surfing

Antypody, czyli kangury, koale i surfing

W poniedziałek rano zaleciliśmy do Australii, aby odwiedzić Tomka (zwanego przez niektórych również Tedzikiem, od swoich inicjałów), mojego kolegę ze studiów oraz jego żonę Izę. Od tego czasu bez przerwy czujemy się jak Alicja z bajki, która wylądowała po drugiej stronie lustra- przeskok z biednych krajów południowej Azji do jednego z najbogatszych (i jednocześnie najdroższych) krajów był przeogromny. Zaczęło się od małej komedii pomyłek, gdyż byłem przekonany, że Iza z Tomkiem mieszkają w okolicach Brisbane, a okazało się, że w oddalonym o około 70 kilometrów Gold Coast. Tomek za to źle odczytał datę naszego przylotu- myślał, że będziemy we wtorek i mocno się zdziwił, gdy dzień wcześniej napisałem mu, że czekamy przed lotniskiem. Potem już było tylko lepiej.

Czytaj dalej