W imperium Inków, czyli dlaczego każdy musi kiedyś pojechać do Peru

W imperium Inków, czyli dlaczego każdy musi kiedyś pojechać do Peru

Peru, kraina Andów, Machu Picchu, imperium Inków i nieprzemierzonej Amazonii- nie wyobrażaliśmy sobie, żeby tego kraju zabrakło na trasie naszej podróży po Ameryce Południowej. Niesamowite nagromadzenie atrakcji (oraz oczywiście chęć odwiedzenia nas) przywiodła tu również Ani brata, Marcina (zwanego Cinkiem) oraz naszego kolegę, także Marcina, z którymi to podróżowaliśmy bardzo intensywnie przez ostatnie trzy tygodnie (co było powodem naszej dłuższej nieobecności tutaj).
Zanim jednak spotkaliśmy się z nimi w stolicy kraju, Limie, czekała nas nie lada przeprawa, aby dotrzeć tam z Ekwadoru.

Czytaj dalej

Ekwador w pigułce, czyli perła architektury, z rowerem wśród wodospadów i pierwsza wizyta w Amazonce

Ekwador w pigułce, czyli perła architektury, z rowerem wśród wodospadów i pierwsza wizyta w Amazonce

Ekwador (co po hiszpańsku znaczy po prostu „równik”), był drugim- po Kolumbii- krajem Ameryki Południowej, który odwiedziliśmy, ale dopiero w nim w pełni poczuliśmy, że jesteśmy już na innym kontynencie. Ludzie o zdecydowanie ciemniejszym kolorze skóry, andyjskich rysach i często ubrani w tradycyjne regionalne stroje (panie w ciemnych, długich spódnicach, białych koszulach i z kapeluszami na głowie, panowie w ponczo, kowbojskich kapeluszach i z długim czarnym warkoczem opadającym na plecy) początkowo stanowili dla nas nie lada atrakcję, ale z czasem w zupełności do nich przywykliśmy. Na dobre zmieniło się też ukształtowanie terenu: pasma górskie otaczały nas teraz ze wszystkich stron, a w trakcie przejazdów autobusami krajobrazy za oknem zmieniały się tak gwałtownie, że trudno było się odkleić od szyby. Mieliśmy tylko 10 dni, aby się nacieszyć Ekwadorem, ale z powodu stosunkowo niewielkich odległości pomiędzy miastami i świetnym radom gospodarza naszego hostelu w San Agustin, w południowej Kolumbii nasz pobyt tam okazał się niezwykle intensywny i obfitujący w nowe wrażenia.

Czytaj dalej

Panama i Kolumbia, czyli z metropolii w dżunglę i (na szczęście) z powrotem

Panama i Kolumbia, czyli z metropolii w dżunglę i (na szczęście) z powrotem

Panama i Kolumbia. Dwa kraje sąsiadujące ze sobą, stanowiące kiedyś jeden (historia podobna do tej polsko-litewskiej), ale teraz kojarzone z zupełnie różnymi rzeczami: ten pierwszy oczywiście ze sławnym kanałem łączącym Atlantyk z Pacyfikiem, a ten drugi, jeszcze do niedawna największy producent kokainy na świecie- głównie z wojnami karteli narkotykowych oraz ich największym bossem, Pablo Escobarem, a teraz przyciągający i zachwycający turystów z całego świata. Dla nas osobiście pobyt w tych państwach oznaczał pożegnanie z przygodami w Ameryce Środkowej i przybycie do Ameryki Południowej, ostatniego (no może przedostatniego, ale nie zapeszajmy) kontynentu jaki odwiedzimy przed powrotem do Europy.

Czytaj dalej

Pura vida, czyli czyste życie wśród lasów deszczowych, rastafarian i parków narodowych Kostaryki

Pura vida, czyli czyste życie wśród lasów deszczowych, rastafarian i parków narodowych Kostaryki

Po trzech tygodniach spędzonych w Nikaragui nadszedł czas na kolejny etap naszej podróży po Ameryce Środkowej: Kostarykę. Odwiedzenie tego kraju planowaliśmy już od kilku lat, gdyż kiedyś mieszkała tutaj moja kuzynka Weronika, a Ani koleżanka Kasia już wkrótce się tu przeprowadza (wielkie dzięki, dziewczyny, za pomoc w zaplanowaniu trasy!). Nigdy jednak nie doszło to do skutku- główną przeszkodą były dość wysokie ceny biletów lotniczych. Tym bardziej ucieszyliśmy się, że wreszcie będziemy mogli na własne oczy zobaczyć te niesamowite parki narodowe, lasy deszczowe, plaże i rajskie wysepki, o których tyle słyszeliśmy i czytaliśmy. Ale zaczęło się bardzo przyziemnie i frustrująco.

Czytaj dalej

Nikaragua, czyli surfing, plaże i szalony zjazd z wulkanu

Nikaragua, czyli surfing, plaże i szalony zjazd z wulkanu

Nikaragua. Większość ludzi, gdy słyszy nazwę tego kraju myśli o wojnie domowej, partyzantach i skandalach z udziałem CIA. Przyznam szczerze, że gdy kupowaliśmy bilety powrotne z Kuby też zastanawialiśmy się czy nie lecieć prosto do Kostaryki i zaoszczędzić trochę czasu oraz ewentualnych kłopotów pomijając Nikaraguę. Na naszej drodze spotkaliśmy jednak kilku podróżników, którzy odwiedzili ten kraj wcześniej i każdy z nich mówił to samo: musicie tam pojechać! Posłuchaliśmy tej rady (nie da się ukryć, że wpływ na to miały tańsze bilety do Nikaragui niż Kostaryki) i na pewno tego nie żałujemy.

Czytaj dalej

Wśród kubańskiej dżungli, gór, muzyki, rumu i cygar

Wśród kubańskiej dżungli, gór, muzyki, rumu i cygar

No i zakończyła się nasza prawie miesięczna przygoda z Kubą. Kraj ten tak bardzo nam przypadł do gustu (mimo wielu niedogodności i braków), że postanowiliśmy go wpisać na naszą prywatną listę najlepszych miejsc (obok m.in. Nepalu, Indonezji czy Nowej Zelandii) , które odwiedziliśmy jak dotąd i do których na pewno musimy kiedyś wrócić.
Ci z Was, którzy czytali nasz poprzedni wpis, gdzie zastanawialiśmy się co dalej- góry czy plaża- nie mogli mieć raczej wątpliwości jak rozpocznie się druga część naszej podróży po wyspie.

Czytaj dalej

Viva Cuba libre!

Viva Cuba libre!

Po wielkim przeskoku językowo-kulturowym z krajów anglosaskich do latynoskich (czyli przelocie z USA do Meksyku) przyszedł czas na swoistą podróż w czasie, a konkretnie na wizytę na Kubie. Kraj ten rządzony od prawie sześciu dekad żelazną ręką przez rewolucjonistów pod wodzą braci Castro i objęty wieloletnim amerykańskim embargiem handlowym przypomina w swoim komunistycznym zastoju schyłkowy PRL, który pamiętamy z Anią mgliście z naszego dzieciństwa. Różnice są jednak na tyle liczne i znaczące, że czujemy, iż to co tutaj widzimy i przeżywamy jest niepowtarzalne i już wkrótce może się gwałtownie zmienić.

Czytaj dalej

Bienvenidos a Mexico!

Bienvenidos a Mexico!

No i stało się: przekroczyliśmy magiczną granicę i przylecieliśmy do Meksyku, który rozpoczął naszą przygodę z Ameryką Łacińską, a zarazem ostatni, półroczny etap naszej podróży dookoła świata. Przed przyjazdem mieliśmy różne wyobrażenia dotyczące tego państwa: z mediów i filmów wyłania się głównie obraz wojen karteli narkotykowych z policją na północy kraju, a z folderów reklamowych biur turystycznych- eksluzywne kurorty nad Morzem Karaibskim. „Dla większości obcokrajowców typowy obraz Meksykanina to wieśniak w sombrero i ponczo oraz z osłem na uwięzi”- ironizowała Alejandra, nasza gospodyni z Couchsurfingu.

Czytaj dalej

Surfując po amerykańskich kanapach i metropoliach

Surfując po amerykańskich kanapach i metropoliach

Trzy tygodnie temu po ponad miesiącu spędzonym w Kanadzie opuściliśmy ciepłe gniazdko u Bogny, Ani siostry, w Port Colborne nad jeziorem Erie i rozpoczęliśmy naszą przygodę z Ameryką. Do Buffalo, naszego pierwszego przystanku w USA zawieźli nas Jan i Donna, przyjaciele Bogny (a teraz po części również nasi). Po wizycie w kościele z przepięknymi witrażami Tiffany’ego zabrali nas na lokalną odmianę skrzydełek, z których słynie to miasto (tzw. Buffalo chicken wings), a następnie podrzucili pod drzwi Catie, naszej gospodyni z Couchsurfingu (w skrócie: CS). Był to pierwszy raz, gdy skorzystaliśmy z tego serwisu (dla niezorientowanych: polega on na tym, że ludzie z całego świata posiadający w swoim mieszkaniu wolny pokój albo kanapę oferują nocleg za darmo przyjezdnym, w zamian poznając inne kultury i historie z podroży), więc nie do końca wiedzieliśmy jak to działa i czego się spodziewać.

Czytaj dalej