Jesteśmy w domu, czyli podsumowanie podróży życia

Po 468 dniach w drodze, czyli po ponad 15 miesiącach, podczas których odwiedziliśmy 24 kraje, 5 kontynentów i wybrzeża wszystkich trzech oceanów, nadszedł czas powrotu. Spędziliśmy setki godzin przemierzając tysiące kilometrów autobusami, pociągami, samolotami, statkami, promami, łódkami, furmankami, rikszami, skuterami, na koniach, pieszo czy autostopem. Chodziliśmy po ośnieżonych przełęczach Himalajów i Patagonii, surfowaliśmy na niesamowitych plażach Bali, Australii czy Nikaragui, podziwialiśmy zachody słońca nad Bajkałem i wschody słońca nad indonezyjskimi wulkanami. Zwiedziliśmy amerykańskie i kanadyjskie metropolie z ich wspaniałymi zabytkami, przemierzaliśmy bezkresne stepy Mongolii czy zielone ostępy Nowej Zelandii.

Pobiliśmy wiele życiowych rekordów: skakaliśmy z najwyższej huśtawki na świecie, weszliśmy na przełęcz na ponad 5400 m n.p.m., cztery i pół dnia jechaliśmy Koleją Transsyberyjską a wokół łańcucha Annapurny w nepalskich Himalajach szliśmy z plecakami bez przerwy 23 dni. Podziwialiśmy ogromne lodowce, gorące pustynie, stepy, bezlitosne dżungle, zielone łąki, skaliste góry, lasy, tundrę, jeziora czy święte rzeki. W Indiach i Indonezji byliśmy świadkami rytualnego palenia zwłok, w Boliwii słuchaliśmy opowieści o składaniu ofiar z ludzi po dziś dzień. Dopadły nas zatrucia żołądkowe (rekordowe trwało tydzień), bakterie, pasożyty, salmonella, choroba wysokościowa, Ania dwukrotnie ułamała sobie ząb oraz zaatakowała ją płaszczka, meduzy i pluskwy, ja natomiast zdarłem sobie plecy i ramię podczas surfingu, a oboje mieliśmy kontuzjowane kostki czy kolana. Spaliśmy w dziesiątkach sal wieloosobowych w hostelach, w hotelach z basenem, apartamencie koło waszyngtońskiego Kapitolu czy w drapaczu chmur w Miami (oba przez Couchsurfing oczywiście), namiocie rozbitym pod lodowcami Patagonii czy w kamiennej chacie z dziurami w oknach, gdzie temperatura dochodziła do minus 20 stopni Celsjusza w nocy. Spotkaliśmy na swojej drodze orangutany, nosorożce, słonie, wielbłądy, łosie, niedźwiedzie, tukany, flamingi, foki, delfiny czy pingwiny. Przekonaliśmy się na własne oczy jak wygląda prawdziwa bieda w indyjskich slumsach i prawdziwe bogactwo w postaci jachtów wartych miliony dolarów w australijskich marinach. Zwiedziliśmy okazałe posiadłości Ernesta Hemingwaya, Fridy Kahlo i Pabla Nerudy, podziwialiśmy niezliczone obrazy Moneta, van Gogha, Picassa czy Pollocka (w tym ostatnim przypadku głównie ja). W Mongolii raczyliśmy się kumysem z końskiego mleka i słoną herbatą z masłem, w Kanadzie i Nowej Zelandii wytrawnymi winami a na Kubie najlepszymi cygarami i rumem. Zajadaliśmy się prawdziwą kaczką po pekińsku w Chinach,niezliczonymi rodzajami curry w Indiach, dal bhatem w Nepalu, sate ayamem w Indonezji, świeżymi krewetkami w Australii, pastorem z ananasem w Meksyku czy soczystymi stekami w Argentynie. Nurkując z rurką podziwialiśmy rafy koralowe i zalane jaskinie, w syczuańskich górach spędziliśmy niesamowite 3 dni jeżdżąc na koniach o suchym chlebie i zupie z kapusty. A co najważniejsze poznaliśmy wielu naprawdę interesujących i wartościowych ludzi z całego świata- z niektórymi z nich mamy kontakt do dziś i jesteśmy przekonani, że utrzymamy go na długo.
Bardzo ważnym elementem naszej podróży byliście również Wy, czytelnicy naszego bloga, czyli nasza rodzina, przyjaciele i znajomi. Z tego miejsca chcieliśmy Wam gorąco podziękować za wsparcie, wszystkie miłe słowe, „lajki”, komentarze, dobre rady i niezwykle liczne stawienie się na lotnisku i na na naszej powitalnej imprezie! Bez Was byłoby nam dużo, dużo trudniej zarówno w trasie jak i po powrocie. Jednocześnie chcieliśmy Was zapewnić, że to nie koniec naszych relacji i opowieści z podróży naszego życia- w planach mamy zorganizowanie pokazu (lub nawet dwóch w różnych miastach) zdjęć, zamieszczenie tutaj zaległych wpisów z Boliwii, Chile i Argentyny, albumów ze zdjęciami i zmontowanych filmów z różnych krajów..
Jeszcze raz dziękujemy Wam i życzymy wszystkim spokojnych, rodzinnych i ciepłych Świąt Bożego Narodzenia, szampańskiej imprezy sylwestrowej i jak najwięcej spełnionych marzeń (nie tylko o podróżach) w nadchodzącym roku! Do usłyszenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *