Boliwia, Chile i Argentyna, czyli dlaczego milczymy i co się ostatnio działo u nas

Długo nas tutaj nie było: podróżowanie po Boliwii, Chile i Argentynie okazało się dużo bardziej intensywne i czasochłonne niż zakładaliśmy. W dużym skrócie w Boliwii sporo czasu spędziliśmy w La Paz, pokonaliśmy na rowerach górskich Drogę Śmierci, 3 dni spędziliśmy w amazońskiej dżungli, a na koniec przejechaliśmy jeepem największą na świecie pustynię solną Salar de Uyuni i otaczające ją wielokolorowe jeziora z flamingami.

Następnie przyszedł czas na Chile, a dokładniej rzecz biorąc na spektakularną pustynię Atacama, kilkudniową wizytę u naszych znajomych w Santiago, ich szaloną imprezę urodzinową (i Ani) zorganizowaną w ich domku nad Pacyfikiem i krótką wycieczkę do Valparaiso.
Kolejny etap był jednym z najbardziej oczekiwanych w trakcie naszej całej podróży: Patagonia. Mamy za sobą dwa wspaniałe trekkingi po patagońskich Andach: 9 dni w Torres del Paine w Chile oraz 3 dni wokół Cerro Torre i Monte Fitz Roy w Argentynie. Zaraz po nepalskich Himalajach były to najpiękniejsze widoki jakie widzieliśmy w życiu- byliśmy nimi zachwyceni nawet kiedy rozszalała się wichura, padał deszcz, grad czy brnęliśmy w śniegu po kolana, a na plecach nieśliśmy 18-kilogramowe plecaki z jedzeniem, butlami z gazem i namiotem. W końcu nie co dzień człowiek się budzi w namiocie rozbitym u stóp jednego z największych lodowców na Ziemi!
W zeszłym tygodniu przekroczyliśmy granicę i spotkaliśmy się z Martą (siostrą Franka) i jej narzeczonym Aleksem w El Calafate w Argentynie. Tam mieliśmy po raz pierwszy w życiu okazję chodzić po jednym z najbardziej widowiskowych z nich: Perito Moreno. Obecnie jesteśmy ponownie w Chile, a dokładniej w Punta Arenas, gdzie będziemy oglądać tysiące pingwinów Magellana. Nasz kolejny cel to Ushuaia oraz Ziemia Ognista, czyli południowe krańce Ameryki Południowej skąd odpływają rejsy na Antarktydę, na które nas niestety nie stać.
Ps. Zaległy wpis z Boliwii nie może doczekać się zakończenia, ale mamy nadzieję, że pojawi się tutaj już wkrótce (podobnie sprawa się ma z drugą częścią zdjęć z Kuby) jak tylko znajdziemy wolną chwilę. Do usłyszenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *