Ania i Franek w podróży: reaktywacja!

Witajcie! Od ponad pół roku nas tutaj nie było, więc na początek należy się Wam kilka słów wyjaśnienia dlaczego zniknęliśmy, a także- dlaczego pojawiamy się ponownie. Otóż tydzień po ostatnim zamieszczonym tutaj wpisie (czyli w połowie kwietnia) rozpocząłem nową pracę w Warszawie, a kilka tygodni później Ania także znalazła tutaj swoją pracę marzeń- po raz pierwszy od czasu studiów pracuje w turystyce organizując i prowadząc dla firm wyjazdy w różne zakątki świata (mówiąc językiem branżowym: „incentives”). Przeprowadzka z Poznania, spanie pokotem u znajomych przez kilka tygodni, szukanie nowego mieszkania a potem codzienny natłok zajęć i nadrabianie zaległości towarzyskich tak nas wciągnęły, że nie mieliśmy czasu na prowadzenie bloga i fanpage’a na FB. Mimo, że wielokrotnie powtarzaliśmy sobie, że musimy zakończyć relację z naszej podróży publikując zaległe wpisy, zdjęcia i filmy opisujące ostatnie 2 miesiące naszej podróży- aż do dzisiaj nie udało nam się zmobilizować.

A dlaczego znowu zaczęliśmy pisać? Po pierwsze, jutro mija rok odkąd wróciliśmy z naszej podróży dookoła świata, więc zaczęliśmy intensywnie wspominać tamten moment i wszystko co nastąpiło wcześniej (w czym pomagają nam także „wspomnienia” z Facebooka).
Po drugie, domena z niniejszym blogiem wygasła i dużo zachodu nas kosztowało jej wznowienie, a potem przeniesienie jej na nowy serwer, więc nie chcemy żeby ten wysiłek poszedł na marne.
Po trzecie, doszliśmy do dość oczywistego wniosku: jeśli nie zabierzemy się za to teraz, już pewnie nigdy nie do tego nie wrócimy a jednak szkoda by było, żeby teraz przestać. W związku z tym chcieliśmy się tutaj wobec Was zobowiązać, że od teraz maksymalnie regularnie będziemy zamieszczać nowe wpisy opowiadające o ostatnich dwóch miesiącach naszej podróży, kolejne zestawy zdjęć lub nowe filmy.
Po czwarte, w najbliższych miesiącach planujemy kolejne pokazy zdjęć z naszej podróży: na razie chodzi o potencjalny udział w dwóch festiwalach podróżniczych (szczegóły, gdy już będziemy pewni udziału) a także od dawna odkładany pokaz w Warszawie.
Po piąte wreszcie, chcemy na bieżąco informować Was o naszych obecnych bliższych lub dalszych wyjazdach, a w dalszej (albo bardzo dalekiej) perspektywie- także o przygotowaniach do kolejnej dłuższej podróży. Tak jest: myśleliśmy, że po powrocie z 15-miesięcznej tułaczki po świecie osiądziemy na stałe w kraju i zapuścimy tu korzenie na długie lata. Tymczasem nikt nas nie ostrzegał, że podróże- szczególnie te dalekie i wielomiesięczne- są jak narkotyk, a my się czujemy trochę jak na bardzo długim odwyku. Co nie oznacza oczywiście, że nigdzie nie jeździmy w międzyczasie o czym właśnie chcieliśmy Wam trochę opowiedzieć.
Zaczęło się od tegorocznej majówki. Justyna i Leszek, para znajomych z Kielc z którymi przemierzyliśmy Syberię i Mongolię zaprosili nas na krótki rejs żaglówką po Mazurach. Dla mnie był to pierwszy raz (a dla Ani drugi, po wieloletniej przerwie) na dłużej pod żaglami i oboje byliśmy zachwyceni. Świetna ekipa, nauka żeglowania, spanie na łódce i pełno przygód w tym utopienie przeze mnie portfela ze wszystkimi dokumentami na przystani, który musiał wyławiać profesjonalny nurek.
Następnie przyszedł czas na tradycyjny już spływ kajakowy podczas długiego weekendu w Boże Ciało. 30 znajomych, 15 kajaków i niecałe 70 km Wdy pokonane w 4 dni. Ale nie odległości czy sportowe osiągnięcia były najważniejsze, tylko sielankowe widoki i jeszcze bardziej sielankowy tryb spływania z kupą śmiechu i wieloma- zamierzonymi lub nie- wywrotkami.
Lato mieliśmy szczelnie wypełnione różnorodnymi atrakcjami i wyjazdami. Oprócz dwóch festiwali muzycznych odwiedzonych z przyjaciółmi (tradycyjnie już Open’er w Gdyni i Tauron Nowa Muzyka w Katowicach) zawitaliśmy na weekendy w trzech różnych miastach w Europie. Powrót po kilku latach do Brugii- tym razem latem- pozwolił nam jeszcze bardziej docenić niesamowitą średniowieczną architekturę oraz klimat tego miasta. Odwiedziny u naszych przyjaciół Uli i Wojtka w Londynie był dla Ani pierwszą wizytą na Wyspach, a dla mnie powrotem do miasta, którym zachwycałem się na obozie w ósmej klasie podstawówki oraz w którym przepracowałem jedno studenckie lato za barem. W Rzymie (do którego pojechaliśmy z Ani bratem Marcinem oraz naszymi znajomymi Denisą i Adamem) role się odwróciły i to Ania pokazywała mi swoje ulubione miejsca w Wiecznym Mieście, które wcześniej odwiedziła z rodziną.
Teraz zabraliśmy się za planowanie wyjazdów zimowych. Na rozgrzewkę jedziemy tradycyjnie na Sylwestra do Kletna w Kotlinie Kłodzkiej pojeździć na nartach i snowboardzie, pochodzić po górach oraz relaksować się w gronie najbliższych. Tydzień później czas na wyprawę, którą planowaliśmy od dawna: zimowy wyjazd na Spitsbergen za kołem podbiegunowym, aby odwiedzić mieszkającego tam naszego kolegę Piotrka. Będziemy obserwować zorze polarne, zobaczymy jak to jest przeżyć tydzień w ekstremalnym mrozie i bez chwili światła słonecznego (noc polarna) i jeśli będziemy mieli szczęście to spróbujemy swoich sił w powożeniu psimi zaprzęgami. Więcej o tym wyjeździe i wspomnianych pokazach oraz festiwalach podróżniczych już wkrótce, więc czekajcie na ciąg dalszy! Do usłyszenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *