W siodle przez góry Syczuanu i podziwianie pand w Chengdu

Wróciliśmy z trekkingu na koniach cali, zdrowi i zachwyceni. Od dzisiaj jest to jedna z naszych ulubionych metod przemierzania terenów górskich. Otóż podejście pokonuje się w siodle korzystając z końskich mięśni, a w dół schodzi się o własnych siłach, gdyż jazda na koniu jest zbyt niebezpieczna (szczególnie po błocie). Jako, że kilkugodzinna jazda odbija się szczególnie na tylnej części ciała, taka przeplatanka jest bardzo komfortowa.

Powiedzieć, że tereny, które przemierzaliśmy są dziewicze i widokowe, to jak nie powiedzieć nic. Ośnieżone szczyty sięgają tu 5500 m n.p.m., lasy rozciągają się po widnokrąg a doliny przecinają szerokie i wartkie potoki. Ostatecznie spaliśmy u rodziny w tybetańskiej wiosce, gdyż było zbyt zimno na namiot- pierwszej nocy spadł nawet śnieg. Pogoda poza tym dopisała, widoczność była znakomita, oprócz samego celu naszej wędrówki (4200 m n.p.m.), gdzie dopadła nas mgła a Ania odmroziła sobie palce i wpadła w lekką panikę (cytat: „Ja mam dopiero 25 lat, nie chcę mieć amputowanych palcy! A nie, przecież mam 27…”). Poza tym jedzenie okazało się bardzo proste (na śniadanie gotowane warzywa, na „lunch” w trasie suchy chleb lub pyza, a na kolację gotowane warzywa ze śniadania, tylko że z makaronem), a warunki dość spartańskie, ale i tak nie zamienilibyśmy tego na nic.
Następnie wróciliśmy do Chegdu, gdzie obejrzeliśmy sławne na całym świecie pandy- rzeczywiście są tak rozczulające jak na filmach i kreskówkach (widzieliśmy nawet pewną Chinkę, która nie mogła powstrzymać łez na ich widok).Od razu po wizycie u futrzaków wsiedliśmy na 24 godziny do autobusu i jesteśmy w Lijiang, jednym z najbardziej urokliwych miasteczek w Chinach. Co prawda przez 8 lat odkąd tu byłem pierwszy raz stało się ono dużo bardziej skomercjalizowane, ale nadal jest tu pięknie. Siedzimy właśnie na tarasie nad jednym z kanałów przecinających miasto popijając piwo, a Ania gra na gitarze i rywalizuje z panem występującym w pobliskim barze. Jutro ruszamy na trekking wzdłuż Wąwózu Skaczącego Tygrysa, drugiego pod względem głębokości na świecie, a w poniedziałek lecimy do Nepalu, który stanowi jedno z najbardziej wyczekiwanych przez nas miejsc podczas całej naszej podróży.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *